ŚLADAMI MURU BERLIŃSKIEGO, październik 2015

Tekst: Hania Stanisz, Weronika Wilkowska, Krzysztof Pietrzak, Bartosz Saładyk
Zdjęcia: Hania Smolak, Halina Roszkowska

Dzień pierwszy, piątek

23 października 2015 godzina 7.00 parking przed Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju. Uczestnicy wyprawy do Berlina, uczniowie klas 2E i 2F, punktualni, zwarci i gotowi. Walizki załadowane, a my z zapiętymi pasami czekamy na odjazd. Ruszamy! Szybko przemykamy Alejami Jerozolimskimi i wjeżdżamy na Autostradę Wolności wiodącą w kierunku Berlina. Po około dwóch godzinach – pierwszy postój, obowiązkowo w McDonalds. Szybka darmowa kawa i znów jesteśmy w drodze. Około południa mamy kolejny postój, jeszcze w Polsce, dla odmiany – McDonalds. W towarzystwie przypadkowo spotkanych żołnierzy Wehrmachtu zjadamy zamówione McZestawy i ruszamy dalej.

Około godziny 15.00 dotarliśmy do Berlina. Po zakwaterowaniu ruszyliśmy na zwiedzanie. To popołudnie miało minąć pod znakiem wschodniej części miasta, bowiem naszą przygodę z Berlinem rozpoczęliśmy od Alexanderplatz – centrum dawnego Berlina Wschodniego. Na placu podziwialiśmy podświetloną Fernsehturm – najwyższy budynek Niemiec. Z placu ruszyliśmy pod Rotes Rathaus, dziś siedzibę władz miasta, a w przeszłości – władz Wschodnich Niemiec. Po ratuszu przyszła kolej na budowle sakralne: Marienkirche i Nikolaikirche, te kościoły należą do najstarszych zachowanych budynków Berlina.

Gdy około godziny 20.30 ból nóg dawał nam się już mocno we znaki, dowiedzieliśmy się, że to dopiero początek, przed nami jeszcze długie zwiedzanie. Chcąc nie chcąc ruszyliśmy reprezentacyjną ulicą Berlina – Unter den Linden, wzdłuż której stały liczne ambasady, Katedra Berlińska, Uniwersytet oraz Zeughaus – dawna zbrojownia. Po przeszło godzinnym spacerze dotarliśmy do końca tej pięknej alei, a naszym oczom ukazał się jeden z symboli Niemiec i Berlina, a mianowicie Brama Brandenburska. Po krótkim referacie na jej temat przyszedł czas na zdjęcia. Po skończonej sesji fotograficznej przeszliśmy przez bramę by udać się w kierunku dworca głównego. Po drodze minęliśmy parlament, jednak dziś nie był on w naszym programie. Po kilkuminutowym spacerku dotarliśmy do majestatycznego, nowoczesnego Dworca Głównego, skąd S-Bahnem wróciliśmy do hostelu. Tak skończył się dzień pierwszy naszej wycieczki.

 Dzień drugi, sobota

Drugi dzień rozpoczęliśmy od śniadania, podczas którego obejrzeliśmy dzienną dawkę niemieckiego serialu ‚Sturm der Liebe’. Jeśli myślicie, że „Moda na sukces” nie ma w Niemczech swoich naśladowców, jesteście w błędzie.

O godzinie dziewiątej poszliśmy, a może raczej pokicaliśmy niczym króliki berlińskie, do ” Neues Museum”. Jego główną atrakcją była głowa Nefretete i eksponaty przedstawiające historię starożytnego Egiptu. Niestety, półtorej godziny nie wystarczyło, by obejrzeć wszystkie skarby, które znalazły się w zbiorach tego muzeum.

Następne 40 minut większość z nas poświęciła na sen, ponieważ tyle właśnie czasu zajęła nam autokarowa podróż do Potsdamu. Wyobraźcie sobie barokowy pałac w kolorze złocistego piasku położony na wzgórzu. U jego stóp znajduje się ogromny park, a w nim, na rozwidleniach regularnych alejek stoją rzeźby. Korony drzew mienią się czerwienią, brązem i złotem , a spadające liście tańczą w powietrzu. Brzmi jak opis obrazu lub zaczarowanej krainy? Tak? Właśnie podczas tej wycieczki mieliśmy okazję, przez około godzinę, spacerować i napawać się wzrokiem tego jesiennego raju

Na poczdamskim Starym Mieście dostaliśmy czas wolny na zjedzenie obiadu, a następnie wysłuchaliśmy referatu na temat miasta, w którym się znajdowaliśmy. Co ciekawe zrobiliśmy to pod Bramą Brandenburską, która była jednak mniej okazała niż ta berlińska. Dodatkową atrakcją, szczególnie dla naszych klas (rozszerzona geografia), była możliwość podziwiania zjawiska „słońca pobocznego”, czyli kawałka tęczy, który tworzy się czasami w chmurach koło Słońca.

Po powrocie do Berlina, pojechaliśmy metrem w okolice Hackescher Hof i przeszliśmy się wewnętrznymi podwórkami pięknie odrestaurowanych kamienic. Kolejnym odwiedzonym przez nas miejscem było miejsce pamięci i centrum dokumentacji muru berlińskiego przy Bernauer Straße. Przeszliśmy półtora kilometra wzdłuż interesującej instalacji upamiętniającej dramatyczny czas, gdy ulica była podzielona murem, a okoliczne stacje metra – zamknięte i wymarłe. Ostatnim punktem wieczornego programu był Charlie Checkpoint, najsłynniejsze przejście graniczne dzielące kiedyś dwa światy. Później ruszyliśmy z powrotem do naszego hostelu.

Dzień trzeci, niedziela

Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku Naturkundemuseum. Po pokonaniu tłumu berlińczyków na lokalnej stacji metra, znaleźliśmy się na miejscu. Jedno trzeba przyznać: komunikacją miejską poruszamy się niezwykle sprawnie. Zaraz po przekroczeniu progu muzeum trafiliśmy na unikalne, monumentalne szkielety dinozaurów. Zrobiły na nas ogromne wrażenie i od razu zabraliśmy się za robienie sobie wspólnych zdjęć z archeologicznymi znaleziskami. Przy szkielecie brachiozaura poczuliśmy się jak stado mrówek.

Doskonale zapoznani z budową genealogiczną Ziemi i historią jej dziejów, wróciliśmy na stację metra, a następnie przejechaliśmy w kierunku Postdamer Platz. Na miejscu od razu rzucił się nam w oczy kolejny ocalały fragment muru berlińskiego, który został szczelnie oklejony zużytymi gumami do żucia. Jednym słowem: „fuj”, ale trzeba przyznać, że wyglądało to dosyć interesująco. W trakcie krótkiego spaceru po Postdamer Platz nie mogliśmy się napatrzeć na imponujące budynki, które go otaczały. Niezwykle nowoczesna architektura tego miejsca kontrastowała z tym, co widzieliśmy wcześniej.

W końcu nadszedł czas na najbardziej wyczekiwany punkt niedzielnego programu (przynajmniej dla nas – dziewczyn). Dwie godziny czasu wolnego w okolicy jednego z największych w Europie domów towarowych – KaDeWe, to coś o czym marzyła każda z nas. Nic więc dziwnego, że na zbiórce pojawiłyśmy się trzymając w rękach spore torby z zakupami.

Niedzielny wieczór okazał się być niezwykle długi i intensywny. Mimo, iż dzień powoli dobiegał końca, nam pozostało jeszcze zwiedzenie kopuły Reichstagu. Pierwsza grupa mogła wejść dopiero o 17.00, a my już godzinę wcześniej dotarliśmy pod siedzibę niemieckiego Bundestagu. Na szczęście pogoda sprzyjała, więc bez skrupułów położyliśmy się na ogromnym trawniku tuż przed Reichstagiem. Jak cudownie było odpocząć po ciężkim dniu, obserwując powoli zachodzące słońce i wysłuchując przygotowanych wcześniej referatów. O umówionej godzinie podzieliliśmy się na dwie grupy, pierwsza z nich poszła zwiedzać kopułę, a my, mając prawie godzinę oczekiwania na naszą kolej, wybraliśmy się na krótki spacer pod Bramę Brandenburską, gdzie dostaliśmy chwilę czasu wolnego. Ochota na gorącą herbatę nie mija nigdy, więc nic dziwnego, że od razu ruszyliśmy w kierunku kolejki do Starbucksa. O 18.00 weszliśmy do Reichstagu. Po odbyciu obowiązkowej kontroli (dokładnie jak na lotnisku), przejściu przez dodatkowe zabezpieczenia i wjechaniu windą na górę, znaleźliśmy się na dachu parlamentu. Było już kompletnie ciemno, więc widok był niesamowity. Berlin jest bajecznie oświetlony. Po wejściu do kopuły i wspięciu się na sam szczyt, ułożyliśmy się na wygodnych kanapach, aby móc obserwować gwiazdy na niebie. Ten wieczór należał zdecydowanie do najprzyjemniejszych na tej wycieczce.

Wracając w kierunku stacji S-Bahnu, z której mieliśmy pojechać do hostelu, minęliśmy budynek urzędu kanclerskiego graniczący z Tiergarten i tam mogliśmy obserwować słynne berlińskie króliki. Poszliśmy dalej przez park nad Szprewą spokojnie rozmawiając i rozkoszując się przyjemnym wieczorem.

W końcu dotarliśmy do ośrodka. Zmęczeni ale zadowoleni z dzisiejszego dnia doczołgaliśmy się do własnych pokoi. Dziś wróciliśmy wyjątkowo wcześnie. Wybiła godzina 20.00. Niektórzy z nas poszli spać, inni jeszcze długo cieszyli się swoim towarzystwem w pokojach, a najbardziej wytrwali postanowili skorzystać z hotelowego basenu. Jutro wracamy. Tak zakończył się najbardziej intensywny wyjazd w historii naszej klasy.

Dzień czwarty, poniedziałek

Ostatni dzień naszej wycieczki do Berlina nie był dniem straconym. Wstaliśmy kilka minut wcześniej niż zwykle, aby przed śniadaniem moc się spakować. Zbiórka została zarządzona na 8:30, wyjazd był zaplanowany na 10:00, mieliśmy wiec półtorej godziny na ostatni spacer po Berlinie. Spędziliśmy je przy moście Am Oberbaum, który kiedyś łączył Berlin wschodni i zachodni. W jego okolicy znajduje się rownież kolejny zachowany fragment muru berlińskiego o długości 1,5 kilometra. Po spacerze usiedliśmy nad Szprewą i napisaliśmy kartkówkę ze znajomości historii Berlina oraz zrobiliśmy ostatnie, grupowe zdjęcie.

Następnie wróciliśmy na chwile do hotelu, by zabrać rzeczy i się wymeldować. Niestety nasz odjazd opóźnił się o 2 godziny ze względu na źle zaparkowane auto, które uniemożliwiało wyjazd naszego potężnego autokaru. Podczas oczekiwania na policję wydarzyło się wiele rzeczy, takich jak rozegranie meczu w piłkę nożną na parkingu, zrobienie ostatnich zakupów w Lidlu oraz zobaczenie jak działa niemiecka policja, która mając problem ze znalezieniem właściciela źle zaparkowanego auta, poprosiła o pomoc naszych silnych chłopaków, którzy bez problemu feralne auto przestawili. Po ponad dwóch godzinach mogliśmy wreszcie wyruszyć w podróż powrotną do Warszawy. Podróż przebiegła sprawnie i bez zakłóceń i o godzinie 20 zameldowaliśmy się pod naszą szkołą. Ostatnią atrakcją naszego wyjazdu było jak zwykle poszukiwanie miejsca parkingowego. Po pożegnaniach wszyscy rozeszli się do domów.

606162636465666768697071727374757677787980010202_102_202_3030404_1050607080910111212_1131415161717_1181920212223242526272829303132333435363738394041424344454647484950515253545556575859